Raków Częstochowa zakończył swój udział w Lidze Konferencji porażką z włoską Fiorentiną. Podopieczni Łukasza Tomczyka rozegrali dwa całkiem dobre spotkania, ale ostatecznie musieli uznać wyższość rywali z Półwyspu Apenińskiego. Choć odpadli stosunkowo wcześnie, mogą uznać ten sezon w Europie za udany. Wysokie miejsce w tabeli, które dało im bezpośredni awans do 1/8 finału, budzi podziw. Nie brakowało jednak trudniejszych momentów, które skłaniały do pytania, czy Raków na pewno jest gotowy na rywalizację w Europie. To dobry moment, by podsumować jego przygodę w Lidze Konferencji.
Przygotowania Rakowa do eliminacji Ligi Konferencji
Raków, dzięki zdobyciu wicemistrzostwa Polski, zapewnił sobie udział gry w eliminacjach do Ligi Konferencji. Drużyna prowadzona wówczas przez Marek Papszun do końca walczyła o mistrzostwo, lecz ostatecznie musiała zadowolić się drugim miejscem w tabeli. Nie zmieniło to jednak celu na europejskie puchary. Raków, mimo startu w najmniej prestiżowych rozgrywkach UEFA, traktował je bardzo poważnie. Gra w Europie to bowiem nie tylko prestiż, ale także wymierne korzyści finansowe, które są istotne dla Michała Świerczewskiego . Klub przeprowadził więc kilka znaczących transferów, które miały zwiększyć szanse na awans do Ligi Konferencji.
Do zespołu dołączył między innymi Tomasz Pieńko, który swój duży potencjał pokazywał już w Zagłębiu Lubin. Wzmocniono także środek pola Rakowa. Do drużyny trafili Karol Struski, Marko Bulat oraz Oskar Repka. Były to ruchy, które miały nie tylko zwiększyć jakość, ale również poszerzyć rywalizację w kluczowej strefie boiska. Raków postawił także na stabilizację kadry. Klub zdecydował się wykupić zawodników, którzy wcześniej występowali w Częstochowie na zasadzie wypożyczeń. W efekcie Jonatan Braut Brunes oraz Jesús Díaz zostali pełnoprawnymi piłkarzami zespołu. Nie wszystkie decyzje transferowe spotkały się jednak z pełnym przekonaniem. Ruchy takie jak sprowadzenie Lamine’a Diaby-Fadigi (w ramach wymiany za Dawida Drachala) czy Bogdana Mirčeticia od początku budziły wątpliwości i były pewną niewiadomą.
Nie obyło się również bez odejść, choć w praktyce tylko jedno z nich miało realny wpływ na zespół. Gustav Berggren był zawodnikiem, którego brak mógł być najbardziej odczuwalny zarówno pod względem jakości, jak i równowagi w środku pola. Z drugiej strony klub szybko zareagował, sprowadzając na jego pozycję aż trzech nowych graczy, co miało zminimalizować skutki tej straty. Po intensywnym i momentami odważnym oknie transferowym Raków przystępował do eliminacji z dużymi ambicjami i wiarą w osiągnięcie celu, jakim był awans do fazy głównej Ligi Konferencji.
MŠK Žilina
Drużyna ze Słowacji była pierwszym rywalem Rakowa w drodze do europejskich pucharów. Trenerem Žiliny był wówczas Pavol Staňo, dobrze znany z pracy w Ekstraklasie. Mimo to od początku wyraźnym faworytem pozostawał zespół prowadzony przez Marka Papszuna, co znalazło odzwierciedlenie w wynikach obu spotkań. Do samej gry można było mieć jednak pewne zastrzeżenia (szczególnie w rewanżu). Žilina objęła prowadzenie już w 13. minucie i nie zamierzała na tym poprzestać. W trudnym momencie Raków mógł jednak liczyć na Kacpra Trelowskiego, który rozegrał wtedy bardzo dobre spotkanie i kilkukrotnie uchronił swój zespół przed stratą kolejnych bramek.
W całym dwumeczu warto także wyróżnić Jonatan’a Braut Brunesa, który od początku sezonu prezentował wysoką formę. Coraz odważniej w zespole pokazywał się również Lamine Diaby-Fadiga. Już wtedy było widać, że może być ważnym ogniwem dla całej drużyny. Mimo pewnych problemów Raków ostatecznie wygrał dwumecz w przekonującym stylu. Dało się jednak zauważyć, że zespół potrzebuje jeszcze czasu, aby wejść na optymalny poziom. Jak na pierwszy etap eliminacji, był to jednak solidny prognostyk przed kolejnymi rundami.

Maccabi Haifa
Dwumecz z Maccabi Haifa okazał się dla Rakowa jednym z najtrudniejszych momentów w całych eliminacjach(i to nie tylko ze względów sportowych). Już przed pierwszym spotkaniem atmosfera była bardzo napięta w związku z sytuacją geopolityczną, co dodatkowo wpływało na odbiór rywalizacji. Pod względem czysto piłkarskim pierwszy mecz w Częstochowie nie ułożył się po myśli zespołu prowadzonego przez Marka Papszuna. Mimo stworzenia wielu sytuacji Raków nie potrafił przełożyć swojej przewagi na bramki. Z kolei Maccabi wykorzystało jedną z nielicznych okazji i to wystarczyło, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Sytuacji nie poprawiała również atmosfera wokół zespołu. W tle pojawił się konflikt między trenerem Papszunem a Jonatanem Brautem Brunesem. Norweski napastnik naciskał na odejście z klubu, czemu stanowczo sprzeciwiał się szkoleniowiec. Ostatecznie zawodnik zgłaszał problemy zdrowotne i nie wystąpił w dwumeczu, co dodatkowo osłabiło ofensywę Rakowa. W efekcie przed rewanżem sytuacja kluby była bardzo trudna. Raków jechał na wyjazdowe spotkanie „z nożem na gardle”. Odpadnięcie na tym etapie eliminacji zostałoby odebrane jako poważna porażka, zwłaszcza biorąc pod uwagę skalę letnich inwestycji transferowych.
Rewanż wyglądał jednak zupełnie inaczej niż pierwsze spotkanie. Już w pierwszej połowie było widać dużą nerwowość po stronie gospodarzy, momentami przeradzającą się w nadmierną agresję. Raków potrafił to wykorzystać. Tuż przed przerwą bramkę zdobył Péter Baráth, przywracając swojej drużynie nadzieję na awans. W drugiej połowie decydujący cios zadał Lamine Diaby-Fadiga, który pewnie wykorzystał rzut karny i tym samym przesądził o zwycięstwie Rakowa w dwumeczu.
Niestety, mimo sportowego sukcesu, spotkanie to zapisało się w pamięci również z powodów pozaboiskowych. Duże kontrowersje wywołał transparent wywieszony przez kibiców gospodarzy, który doprowadził do międzynarodowej afery i reakcji dyplomatycznej. Ostatecznie UEFA ukarała Maccabi grzywną w wysokości 30 tysięcy euro. (Dla porównania, Raków otrzymał wyższą karę finansową za użycie środków pirotechnicznych przez swoich kibiców).
🔚 REMONTADA W REWANŻU!
🔥 Medaliki odrabiają z nawiązką jednobramkową stratę z pierwszego meczu i meldują się w fazie play-off eliminacji do Ligi Konferencji Europy, w której zagrają z Bułgarską Ardą❗️#MHARCZ pic.twitter.com/BpJW7c2Xnx
— Ekstraklasowe Przemyślenia (@EPrzemyslenia) August 14, 2025
Arda Kardzhali
Ostatnim rywalem Rakowa w eliminacjach było bułgarskie Arda Kardzhali, dla którego gra na tym etapie kwalifikacji była już dużym osiągnięciem. Generalnie klubowa piłka nożna w Bułgarii poza dwoma topowymi zespołami praktycznie nie istnieje, co sprawiało, że Raków podchodził do dwumeczu w roli zdecydowanego faworyta.
Mimo że była to już czwarta runda eliminacji, rywal wydawał się najsłabszy w całej stawce, z jaką zmierzył się Raków. Niestety, sposób, w jaki zespół Marka Papszuna zaprezentował się w obu meczach, pozostawiał wiele do życzenia. Wygrana zaledwie 1:0 w pierwszym spotkaniu w Częstochowie, mimo że przeciwnik był relatywnie słaby, była ewidentnie wynikiem poniżej oczekiwań. Raków do końca drugiego meczu drżał o wynik dwumeczu, co w teorii w roli faworyta nie powinno mieć miejsca. Dopiero druga czerwona kartka dla rywali pozwoliła zespołowi poczuć względne bezpieczeństwo, a końcówkę spotkania udało się nawet przypieczętować zwycięstwem. Styl gry Rakowa w tym dwumeczu był jednak daleki od ideału. Problemy można częściowo tłumaczyć stanem murawy w Bułgarii, ale ogólny poziom prezentowany przez drużynę był po prostu karygodny.
Ostatecznie, mimo trudności, Raków awansował i jesienią zagrał w fazie ligowej Ligi Konferencji, tak jak wszystkie pozostałe polskie zespoły. Jednak sama gra pokazała, że drużyna zatrzymała swój rozwój. Klub znalazł się w poważnym kryzysie sportowym, który niemal doprowadził do zwolnienia trenera Marka Papszuna. Mimo to wciąż istniała nadzieja na odbudowę formy, a kolejne mecze w fazie ligowe miały odpowiedzieć na pytania dotyczące przyszłości tego projektu.
Raków zdecydowanie najlepszy z polskich klubów – Faza Ligowa Ligii Konferencji
Mimo trudnych eliminacji Raków pokazał się w fazie ligowej Ligi Konferencji naprawdę znakomicie. Zespół nie zanotował ani jednej porażki, co jest sporym osiągnięciem jak na polską drużynę. Tym bardziej imponujące, że mierzył się z takimi ekipami jak Rapid Wiedeń czy Sparta Praga. Kryzys, który pojawił się wcześniej, został skutecznie zażegnany, a drużyna Marka Papszuna wróciła do wysokiej konsekwencji w grze. Nie był to może futbol spektakularny, ale wyniki się zgadzały, a i sama gra uległa poprawie. Kluczowym elementem sukcesu była defensywa. W sześciu meczach Raków stracił zaledwie dwie bramki, co jasno pokazuje, że cała linia obrony funkcjonowała niemal bez zarzutu.
Do zespołu wrócił również Jonatan Braut Brunes, który ponownie prezentował liczby, jakich każdy oczekiwał. Wysoką formę utrzymywali także pomocnicy: Oskar Repka rozegrał wszystkie mecze w fazie grupowej, zdobywając przy tym dwie bramki, a świetne występy zanotowali również Bogdan Racovițan i zawsze solidny Fran Tudor. Jednak moim zdaniem MVP tej fazy jest tylko jeden — Lamine Diaby-Fadiga. Hat-trick w domowym meczu z Rapidem Wiedeń pokazał, jak ważnym ogniwem stał się w drużynie. Nikt w momencie transferu nie spodziewał się, że Lamine wyrośnie na kluczowego zawodnika. Jest to autorski projekt Marka Papszuna i trzeba przyznać, że wyszedł on znakomicie.
Faza ligowa udowodniła kilka istotnych rzeczy. Po pierwsze, że nawet w trudnych momentach Marek Papszun potrafi pokazać swoją wartość jako trener. Po drugie, że piłkarze Rakowa, nawet podczas kryzysu, wykonują tytaniczną pracę na boisku. Wszystkim należą się brawa, ponieważ wyniki udowadniają, że polskie drużyny mogą skutecznie rywalizować w Europie.
Raków i jego dwumecz z Fiorentiną
Przerwa Rakowa w europejskich pucharach trwała aż dwa miesiące. W tym czasie z klubu odszedł Marek Papszun, a mecz z Omonią Nikozja był jego ostatnim w roli trenera Rakowa. Ta zmiana wprowadziła spore zamieszanie w klubie, gdyż na drugą część sezonu potrzebny był zupełnie nowy szkoleniowiec. Został nim Łukasz Tomczyk, który nie miał doświadczenia w prowadzeniu zespołu na takim poziomie europejskim. Runda wiosenna pod względem jakości gry wyglądała lepiej niż wcześniej, ale pod względem wyników zespół nie powtórzył sukcesów Papszuna. Dwumecz z Fiorentiną pokazał, że Tomczyk potrafi wydobyć ciekawe aspekty z gry drużyny, jednak brakuje mu jeszcze doświadczenia i skuteczności w kluczowych momentach.
W pierwszym meczu Raków zagrał niemal „po papszunowemu”.Przez większość spotkania wyglądało to dobrze, a prowadzenie po golu Jonatana Brauta Brunesa dawało nadzieję. Niestety, znowu zabrakło koncentracji w defensywie i już po chwili był remis, a tuż przed końcem włoski zespół zdobył bramkę na 2:1.Wynik ten wywołał mieszane nastroje w drużynie, ale wciąż pozostawała iskierka nadziei na awans. Rewanż w Sosnowcu rozpoczął się obiecująco. Gol Karola Struskiego z początku drugiej połowy wyrównał stan dwumeczu i dawał nadzieję, że Raków przejmie inicjatywę. Niestety, Fiorentina skutecznie spychała polski zespół do defensywy, co przyniosło kolejną bramkę dla gości. Mimo prób i kilku ciekawych sytuacji, Raków ponownie przegrał, chociaż zagrał całkiem solidnie.
Widać było, że brak doświadczenia trenera Tomczyka w kluczowych momentach eliminacji miał znaczenie. Gol strzelony w 47. minucie powinien pobudzić zespół do tworzenia jeszcze większej liczby sytuacji, jednak jakość piłkarska Fiorentiny dała o sobie znać, nawet jeśli ich gra nie należała do najbardziej efektownych. Po odpadnięciu w europejskich pucharach Rakowowi pozostają jeszcze rozgrywki ligowe oraz Puchar Polski. To tam wciąż decyduje się kwestia gry w Europie w kolejnym sezonie.
Daliśmy z siebie wszystko…
Medaliki, dziękujemy za walkę do ostatniego gwizdka! 👏#UECL | #RCZFIO pic.twitter.com/C7BP0d88Dx
— Raków Częstochowa (@Rakow1921) March 19, 2026
Czy to był dobry sezon Rakowa w Europie?
Tak, nie ma co ukrywać, że można go ocenić pozytywnie. Oczywistym faktem jest, że istniała realna możliwość osiągnięcia czegoś więcej niż tylko 1/8 finału. Trzeba jednak pamiętać, że dla całego klubu był to pierwszy raz w fazie pucharowej, a dodatkowo drużyna miała do dyspozycji trenera bez doświadczenia na tym szczeblu, mierząc się od razu z mocnym rywalem. W tej sytuacji pretensji mieć nie można, a Raków walczył i przez moment był naprawdę blisko sukcesu.
Problem w grze z tak wymagającym przeciwnikiem polega na tym, że każdy najmniejszy błąd może dużo kosztować, co było widać w dwumeczu z Fiorentiną. Cofnięcie się defensywy sprawiło, że rywal zdobył decydującego gola, który znacząco zmienił przebieg spotkania. Niestety, tego rodzaju błędów polskie kluby nie wystrzegały się w tym sezonie. Mimo to faza ligowa była powodem do dumy.
Raków zaprezentował świetną formę, co z pewnością może być motywacją dla działaczy i zawodników. Pierwsze efekty pracy działaczy pokazują, że klub zmierza w dobrą stronę, ale aby utrzymać rozwój, potrzebna jest regularna gra w Europie. Obecny sezon ekstraklasy pokazuje, że miejsce gwarantujące europejskie rozgrywki wciąż nie jest pewne, jednak do końca sezonu pozostało jeszcze kilka spotkań, a szansa na podium jest realna. Najważniejsze dla Rakowa jest utrzymanie regularności w europejskich pucharach, a przy odpowiednim czasie mogą przyjść jeszcze lepsze sezony.